Noclegi w starej rozpadającej się
szopie, w betonowym garażu i na werandzie mijanego letniego domku.
Czyli komandosi pełną gębą. Bo idę teraz z Romanem. Szybkość
bardzo spadła. Zaczęła się pielgrzymka! Bo góry. Jest jazda. O
opowiadaniach nie ma mowy. Po prostu nie mam siły i możliwości.
Szkoda, bo się dzieje. Pozdrowienia!