Pielgrzymowałem przez Polskę i przez Europę. Szedłem z Fatimy do Asyżu, potem z Polski przez Niemcy, Danię, Szwecję i Norwegię na Wyspę Utoya, modląc się za ofiary Andresa Brevika i za jego nawrócenie. Potem była pielgrzymka z Polski do Moskwy i z powrotem, a w tym roku wędrujemy do Brukseli. Ja wyruszę z Monte Cassino, Grzegorz idzie z Głogowca, a Roman z irlandzkiego Knock. Modlimy się o Europę cywilizacji miłości. Św. Benedykcie módl się za nami!
piątek, 20 kwietnia 2012
Emocje rosną.
Miesiąc i sześć dni... Dokładnie 27 maja. Ja ze Szczecina, Roman z Łodzi, a Dominik z Gdańska. Wyruszymy z naszych miast rodzinnych, a spotkamy się w Dębogórze. Po tygodniu drogi. Do przejścia każdy z nas ma po 200 km. z haczykiem. To takie powtórzenie, w skali mikro, ubiegłorocznej pielgrzymki do Asyżu. To ciekawe, że nasze miasta ułożone są względem siebie podobnie jak Fatima z Moskwą i Jerozolimą. Sami jeszcze nie wiemy, o co w tej pielgrzymce chodzi. To sprawa wyłącznie Ducha Świętego. W niedzielę Zesłania, a jakże, przyjdzie nam wyjść, aby się dowiedzieć. Dowiedzieć w dniu Przenajświętszej Trójcy. A później... wprost z Dębogóry pójdę do Nidaros... Stawiam wielokropki, bo faktycznie coraz głębiej się nad tym zastanawiam i przeżywam to. Tyle kilometrów samotnej drogi. Choć nie mam nic przeciwko, aby się ktoś dołączył. Tylko tempo moje trzeba by przyjąć. Choć tym razem wcale nie musi być ono specjalnie wielkie. Tym razem idę z bagażem na plecach. Czyli bez wózeczka. Z grubsza liczę po 35km/24h. Bardzo ostrożnie. Czyli zajmie mi to 65 dni. Oj, chyba jednak trzeba będzie podkręcić. A! Droga zweryfikuje chęci podług zamiarów. W każdym razie w Trondheim planuję być około dnia Przemienienia Pańskiego, czyli 6 sierpnia. To wersja ostrożna. Bo jeżeli dam radę, to zamierzam wrócić do Polski na ... O, rany! W tej chwili spojrzałem do kalendarza i wiecie co? A to, że 29 lipca jest Olafa! Nie wiem czemu myślałem, że dopiero na jesieni. No to teraz już nie mam wątpliwości, jakiego dnia muszę dotrzeć do Nidaros, do grobu św. Olafa! I tak, jak teraz obliczyłem, będę musiał dzień w dzień pokonywać ponad 40 km. No... nie wiem... Muszę przywołać się do głębszej wiary, bo jak patrzę na wszystkie "przeciw"... Około 2300 km. w 56 dni. Z 65 zrobiło mi się 56. Ciekawe. I nie wiem, czy mi nie przybędzie drogi przez pomyłki, konieczność obchodzenia przeszkód, itp., czy może Opatrzność łaskawie tę drogę skróci nieco. Różnie bywa. Wiem już na pewno, że nie wrócę do Polski na początek Pielgrzymki Szczecińskiej. Bo o tym chciałem powyżej wspomnieć. Dołączę do niej z kilkudniowym opóźnieniem. No, ale to już temat na inny czas. Dziś usnę z myślą o Idzie Człowiek - północ.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz