W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego!
Boże w Trójcy jedyny! Doznaję totalnej bezsilności. Nie umiem
sobie z tym poradzić. Ty wiesz. Proszę Cię Boże o pomoc. Na
piśmie. Bo o pisanie w tej chwili najbardziej chodzi. Proszę,
napisz. Tylko Ty możesz. Taka mała kreaturka jak ja, nie może. Ty
wiesz. Boże, gdy proszę Ducha Twojego, aby przemawiał do młodych
na rekolekcjach, czyni to. To działa. Tu i teraz też więc proszę:
Duchu Święty przyjdź i napisz do tych wszystkich, którym jesteśmy
to winni. Wiem, że sporo ludzi czeka na Facebooku i na Idzie
Człowiek. Sam przecież odsyłałem. I co teraz? Są wejścia na
stronę, a tam cisza. Nawet wiatr nie wieje. Tak przecież nie może
być. Proszę o pomoc z nieba. Uznaję z całą pokorą, że tu, na
ziemi nie ma siły, która by mi pomogła. Zapraszam Cię Duchu
Święty do mojego serca. Proszę, rozgość się. I daj nam, małym
w wierze, chleb Niebieskiego Słowa. Amen.
Działo się! Hm. W tym momencie
pomyślałem o ostatnich dniach. A dzieje się przecież
nieprzerwanie od bardzo dawna. Wymienię, aby sobie samemu
przypomnieć, co powinienem był Wam opisać. 24 lutego. Gryfino i
„Włóczykij”. Spotkanie podróżników i eksploratorów. A my w
trzech mówiąc o drodze Idzie Człowiek, mówimy o pielgrzymce.
Mówimy o duchowym wymiarze drogi. Koszalin, 6 marca, rekolekcje dla
gimnazjalistów z Ustki. Zaprosił nas ksiądz Jacek,
wcześniej posługujący w Okonku, w parafii Matki Boskiej od Wykupu Niewolników, Matki Boskiej Wolności. Z Leszkiem Podoleckim i Dominikiem
mieliśmy po kilka konferencji. Pracowity czas. A dla mnie szczególny
za sprawą Tasi. Uderzyło ją świadectwo mojego życia. A
konkretnie relacja wobec syna. Bo relacja z ojcem jest jej traumą.
Potem 9-go, w kawiarence przyparafialnej w Gdańsku–Wrzeszczu,
spotkanie ze znajomkami Dominika. Znajomkami, bo nie pierwszy raz
opowiadał im o pielgrzymowaniu. No i wielkie wydarzenie następnego
dnia - gdyńskie „Kolosy”! Chyba największy w Polsce festiwal
podróżników i eksploratorów. Mieliśmy tremę. A przynajmniej
ja. Tysiące ludzi, a tu trzeba było mówić o Bogu. Pielgrzymka bez
Boga byłaby karykaturą. Jak umieliśmy, tak powiedzieliśmy. Dla
mnie „Kolosy” cudowne były z innego powodu. Piękną nauką
pokory. A tak! Pan Bóg pokazuje, że choćbyśmy nie wiem co
zdziałali „dla Boga”, to nigdy nie mamy prawa popadać w
samouwielbienie. A to co mieliśmy zaszczyt uczynić, to tak naprawdę
jest podarkiem i łaską od Pana Boga dla nas. Niesamowicie mocno
odczułem to dzień później, dzięki konferencji Piotra Kuryło.
To, że gościu nie przeszedł, a przebiegł,
i nie 4 000 km, a 20 000 km, to
jeszcze pikuś. Ale jak On mówił o WIERZE!
Tak pięknie wkomponował istotę wiary w swoją opowieść, że
tylko się uczyć i naśladować. Naturalnie, skromnie i kontaktowo.
To za słowa o sile wiary dostał największe brawa. A ja byłem
zachwycony. Zaprosiliśmy Piotrka do stolika na wieczorne spotkanie
prelegentów. Tam znowu dane mi było cieszyć się faktem, że
zaszczyt takiego spotkania jest po mojej stronie. Było fantastycznie
wesoło. Piotr ma ogromne poczucie humoru i dystansu do siebie.
Słowem: katecheza. Może kiedyś ruszymy razem w drogę i modlitwę?
Póki co, 12 marca rekolekcje w Zespołu Szkół nr 4 im. Armii Krajowej w
Szczecinie, na zaproszenie uczącej tam, mojej serdecznej koleżanki
Ani. Nazajutrz pierwszy z trzech dni rekolekcji w Schronisku dla
Nieletnich na Modrej w Szczecinie. Chłopaki słuchali i chętnie
śpiewali do wtóru gitary Tadeusza, który od wielu lat towarzyszy
Leszkowi w ewangelizacji wśród więźniów. 21-go panel w Wyższej
Szkole Humanistycznej Towarzystwa Wiedzy Powszechnej w moim mieście.
Zaproszeni oficjele, a i samo miejsce, aż onieśmielało. Oprócz
podziękowania na piśmie, dostałem też (wczoraj) kartę z
życzeniami świątecznymi. Tyle fatygi... To robi wrażenie. 27-go w
Warszawie, u Sióstr Loretanek, w rekolekcjach pomyślanych dla
pracowników ich wydawnictwa, prócz Dominika i Romana, gościł też
Szczepan, który „poszukuje” i po Kalwarii Zebrzydowskiej zawitał
do naszych Braci ze Wspólnot Jerozolimskich. A ja wprosiłem się do
posługi przy mszy celebrowanej w kaplicy SL przez biskupa Stanisława
Stefanka! Znowu więc większy zaszczyt dla mnie, niż służba
bliźnim rekolekcjami. Po nocy spędzonej w pociągu, na 18.oo
stawiłem się w kościele w Płotach. Tam, za sprawą umawiającego
mnie z dwa miesiące wcześniej kolegi z czasów więzienia (nie był
więźniem), mówiłem do młodzieży przygotowującej się do
bierzmowania. Później, choć pora młoda nie była, kolega ugościł
mnie kolacją. Wspominam o tym, by móc powiedzieć o wysłuchanej u
niego historii dziewczynki chorej na raka. Z jednej strony pozwoliło
mi to kolejny raz w życiu utwierdzić się, że i tak jestem
szczęściarzem, mimo niespełnienia życiowych pragnień. Ojciec
dziewczynki może być przy niej każdego dnia. Ja przez swoją
głupotę straciłem taką możliwość wobec syna. Jednak ten ojciec
pewnego dnia otrzymał większy cios ode mnie i cały czas drży z
niepokoju. A mój syn jest zdrowy. Wiara czyni cuda. Te dziecko, ta
dziewczynka będzie przykładem. Przykładem dla kościoła o sile
wiary i modlitwy. Bo modlą się o nią nie tylko rodzice, ale modli
się pewien więzień. Mocno narozrabiał w życiu. W więzieniu
jednak zostało mu dane poznawanie, odczuwanie znaczenie łaski
Bożej. Wypełnia tę łaskę. Ofiarowuje siebie innym. To się
nazywa KOŚCIÓŁ. Módlmy się za innych, bo nawet jak jest źle w
naszym życiu, to wielu ma naprawdę gorzej. I na zakończenie, 4
kwietnia świadczyłem o łasce Pańskiej dwóm grupom gimnazjalistów
z parafii św. Maksymiliana Kolbe na szczecińskich Pomorzanach. Duży
spokój odczuwam po tych rekolekcjach. Jak zawsze zdałem się na
Ducha Świętego. Jednak o ile czasami dopadał mnie niepokój, czy
było według planu Bożego, to nie tym razem. Może dlatego, że sam
otrzymałem swoisty znak. Otóż na jednym ze slajdów, z Maryją i
apostołami w pięćdziesiątnicy, nad ich głowami uwidoczniony
został Duch Święty jako gołębica. Niby nic nowego. Jednak... Ten
kształt. Rozpostarte skrzydła to ramiona tałki! Tej tałki, która
niedługo zawiśnie na mojej piersi, gdy wyruszę w najbliższą
pielgrzymkę. I tu znowu prowokacyjnie zapytam: przypadek?
Panie Boże
błogosław!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz