No to mogę uzupełnić. Bo w poprzednim wpisie nie ująłem. A od czwartku (22 marca) do soboty byłem w Górce Klasztornej. Nie sam. Leszek Podolecki, mimo przeciwności, stara się i organizuje. Tym razem rekolekcje dla więźniów miały w planie wyjazd do Okonka, do ich patronki, Matki Bożej od Wykupu Niewolników, Matki Bożej Wolności, oraz Misterium Męki Pańskiej w Górce Klasztornej. Fajnie obserwuje się człowieka, więźnia, który po dwudziestu paru latach, ponownie służy do mszy. Te przejęcie, ale i ta radość po! A misterium, to ja sam widziałem pierwszy raz w życiu. Wymowna inscenizacja! Nie mgliste wyobrażenie, lecz żywi ludzie, nadający odgrywanym postaciom ludzki właśnie wymiar. I bardzo ważne spotkanie. Dla mnie. Z Polonią niemiecką. Z Berlińczykami. W jednej sali mieliśmy posiłki. No to im zaśpiewaliśmy z wtórem gitary "Matkę". Mocne wejście i wrażenie. Później i inne pieśni, i wspólne ich śpiewanie. A przy ostatnim posiłku zostaliśmy z Tadeuszem dłużej. On grał, ja próbowałem mu pomagać na swojej gitarze. Pośpiewaliśmy Polonii, a potem opowiedziałem o zbliżającym się moim pielgrzymowaniu na północ, do Nidaros, o którym Leszek wcześniej poinformował rodaków. Zapraszali do Berlina, do Polskiej Misji Katolickiej. I szkoda, że to nie po drodze. Żałowałem też, że nie wziąłem zeszytu intencji. Żal tym bardziej, że Berlińczycy spontanicznie zrzucili się na namiot dla mnie. Tak całkowicie od siebie i z serca. Bardzo miły gest. Był to mój największy sprzętowy problem. Teraz jak dorzucę parę groszy od siebie, to będę miał bardzo dobry namiot. Choć... po 1 kwietnia, trochę się zmieniło. Tego dnia byłem ponownie w Schronisku dla Młodzieży na Modrej w Szczecinie. Powód znalazł się naprawdę nie codzienny. Otóż Arcybiskup Szczecińsko-Kamieński, Andrzej Dzięga, postanowił, że w Niedzielę Palmową uroczystą mszę odprawi właśnie tam, bierzmując młodzież, i to młodzież o trudnych drogach życiowych. To się nazywa duszpasterstwo! Wielu biskupów zdecydowałoby się na taki ośrodek zamiast na katedrę?! Dla mnie "kozacka" decyzja. A przy tej okazji wicedyrektor ośrodka ponowił ofertę sprezentowania mi namiotu, co dnia następnego dokonało się. Namiot lekki, mimo iż 3-osobowy. Jedna rzecz mnie niepokoi. Czy nie będzie przeciekał, bo na to nie mogę sobie pozwolić w drodze. A to jest namiot bez tropiku. No i co? Ano mam jeszcze parę dni czasu. Po prostu spędzę noc, albo i więcej w tym namiocie i w praktyce sprawdzę jego przydatność. Ciekawe jest to jednak, jak problemy "same się rozwiązują". Tak zwane przypadki. A jakże! Opatrzność nade mną. Wierzę! Proste więc, że niczego mi nie zabraknie. A zresztą, co tam wyposażenie. Modlitwy nie zabraknie, a to jest najważniejsze. Rozmowa ze Stwórcą to pielgrzymka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz