22.07.12
Pospałbym jeszcze, oj, pospał. No, ale bardzo chcę być w Røros przed 16. To tylko 35km. stąd, więc całkiem realne. W drodze nic niezwykłego. Ot, podziwianie natury w ciszy. Czyli normalnie. Z tej natury jeden element jest jednak bardzo irytujący. Muchy. Gdy przechodzę przez las, to mam całą ich kompanię za sobą. I co czas jakiś próbuje któraś zrobić sobie ze mnie darmowy środek transportu. Często to się źle kończy dla takiej gapowiczki. Zdarzało mi się przenieść dżdżownicę z jezdni, ale dla much, komarów i meszek nie mam litości. W Szwecji jeszcze, miałem napisać o dwóch rodzajach cierpienia. Pierwszy, gdy muszę mijać słodziutkie poziomki. I drugi, gdy muszyska są natrętne nie do zniesienia. To taki paradoks, że skrajnie różne przyczyny, wywołują podobną emocję. A dziś przeszedłem swoją drogę i tyle mogę o niej powiedzieć. Nie dane mi było znaleźć się w świątyni, gdy wierni wielbią Imię Pańskie. Msza była o 12.3o. Ja doszedłem na rogatki pół godziny po 14.. Za to zaordynowałem sobie totalny wywczas. Na kempingu wziąłem pokoik! Szaleństwo. Ciągle mży, a ja tak pragnąłem wygody. Ot, pielgrzym, co?! Usprawiedliwia mnie to, że stary już jestem, czyli zmęczenie materiału. Za to duża ilość czasu i dostęp do Wi-Fi pozwoliły pouzupełniać zaległości wysyłkowe. No i jeszcze jedna, bardzo ważna rzecz. Dziś pierwsza rocznica tragedii na Utoi. Trochę czasu spędziłem przed TV pośród Norwegów. Nawet dzieci zachowywały powagę. I chyba cały dzień na tym programie poświęcony był uczczeniu we wspólnocie tamtej tragedii. Tak, dobrze, że dzień dojścia na Utoję pielgrzymki Idzie Człowiek, wypada 11.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz