sobota, 2 czerwca 2012

Plan Boży, czy dla Boga?

Plan Boży, czy dla Boga? Różnica zasadnicza, lecz ostatecznie wyjdzie i tak, jak Panu Bogu miłe! Taką konkluzją się ratuję, po „nieudanym początku” pielgrzymki Idzie Człowiek - Północ. Okazało się, że co było w roku ubiegłym, to zupełnie inna rzeczywistość niż stan na dziś. W październiku, po trzymiesięcznej, codziennej zaprawie, przejście 40 km. dziennie, było normą. Pół roku później nie jestem tym samym człowiekiem. Przesadziłem bardzo mocno z pofolgowaniem sobie w zbieraniu zapasów na drogę. Wtedy ze 107 kg straciłem blisko 20. Jednak 113 na tegorocznym starcie okazało się być jednym ze zgubnych czynników. Ciężaru plecaczka też nie sprawdziłem. Brałem to za radosną wiarę w siebie. Teraz z poczuciem zażenowania nazywam to zadufaniem. A przecież mój dobry duch wszystkich pielgrzymek, dziś już śp. Ksiądz Grzegorz Zaklika, przed wyjściem w pierwszą z nich mówił, że powyżej 10 kg w plecaku, to błąd. Wziąłem pewnie blisko dwa razy tyle. I żeby to przynajmniej był plecak! Wziąłem plecaczek spacerowy. Po pierwszych kilometrach ramiączka wżynały się nie do wytrzymania! Leszek Podolecki, który zawsze uczestniczy w mszach przed moim wyjściem, zdecydowanie stwierdził, że nie mam szans dojść do Dębogóry z tym plecaczkiem. A ja jeszcze próbowałem dyskutować. Teraz się pytam sam siebie: to było zadufanie czy już głupota? Leszek dowiózł mi nowy, porządny plecak. Nie uratowało mnie to przed bolesnym poczuciem sprawienia zawodu. Nie uratowały mnie nowe, profesjonalne buty, które również kupił i dowiózł mi dnia następnego. A ja wyruszyłem w sandałkach. Choć tu błędu się nie dopatruję. W tychże sandałach przeszedłem przecież całe Włochy. Skąd mogłem wiedzieć więc, że okażą się najfatalniejszym z wyborów?! Tymczasem starta pięta prawego z nich sprawiła, że wysklepiony środek uciskał podbicie stopy, ostatecznie doprowadzając do urazu ortopedycznego. Przez cztery dni drogi dorobiłem się kilkunastu, w tym kilku doprawdy dorodnych bąbli. Miałem co ofiarować w intencjach każdego z dni. Że doszedłem do Piły, po 44-ech km. z Drawna, uważam za cud. I tak mi przykro, że pomimo gościny u Ojców Kapucynów, kolacji, krzepiącego snu i śniadania, pomimo ofiarowania mi przez jednego z gospodarzy nowych japonek, które przecież sam otrzymał w prezencie, zawiodłem i przerwałem pieszą pielgrzymkę! Tak, powtórzę - przerwałem pieszą pielgrzymkę. Ów Franciszkanin, na wzór Jana Pawła II, podarował mi swoje klapki, słysząc, że nie dam rady założyć tych nowych butów na poobcierane nogi. Wyszedłem z klasztoru w Pile w tych klapkach i początkowo radośnie dreptałem. Po kilku kilometrach nastąpiło to, czego przed wyruszeniem w ogóle nie brałem pod uwagę. Dalej iść nie mogłem. Człapałem, zatrzymując się co parę metrów. Tu przełamywanie bólu było bez sensu. Dokuśtykałem do restauracji motelu, zamówiłem herbatę i dałem sobie czas na przetrawienie sytuacji. Zgrzeszyłem brakiem roztropności w dniu wyruszenia w pielgrzymkę. A w tym momencie musiałem zadecydować, czy z poczucia wstydu iść (!) dalej zagryzając usta, czy myśląc perspektywicznie nie narażać się na gorszą kontuzję, przełykając naprawdę gorzką pigułkę zawodu. Wybrałem pokorę. To dlatego na wstępie zwrot „nieudanym początku” ująłem w cudzysłów. Nauka pokory i roztropności to nie strata, lecz ogromny zysk. A mi w szczególności przydała się taka katecheza. Dwa dni leżakowania na poduszkach uszkodzonej nogi i okładów z octu wyraźnie przyniosły poprawę. Jutro zaś przyjedzie po mnie Szczepan i dowiezie ostatnie 50 km. na spotkanie z Dominikiem i Romanem w Dębogórze. A tam, po opisanym tu doświadczeniu, Duch Święty zadecyduje co dalej. Amen!

3 komentarze:

  1. "Aby zaś nie wynosił mnie zbytnio ogrom objawień, dany mi został oścień dla ciała, wysłannik szatana, aby mnie policzkował - żebym się nie unosił pychą. Dlatego trzykrotnie prosiłem Pana, aby odszedł ode mnie, lecz mi powiedział: 'Wystarczy Ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali'. Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa."

    2 list do Koryntian 12:7

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wojtku, na drogę przyjmij te słowa:

    Niech miłość i wierność cię nie opuszczą,
    przymocuj je sobie do szyi,
    na tablicy serca je wypisz,
    a znajdziesz uznanie i łaskę w oczach Boga i ludzi.

    Z całego serca Panu zaufaj,
    nie polegaj na swoim rozsądku.
    Poznawaj Go na każdej swej drodze,
    a On twe ścieżki wyrówna.

    [Prz 3, 3-6]

    OdpowiedzUsuń